Cały czas szukamy ciekawych miejsc na wyjazd na weekend. Czasem zmęczeni całym tygodniem w pracy nie marzymy o niczym innym, jak tylko o ciszy i odklejeniu się od biurek i klawiatur, przy których zwykle spędzamy (za) dużo czasu. Chyba znaleźliśmy dobry kierunek na takie wypady z miasta. Wracamy na Podlasie.

Po spędzeniu w zeszłym roku kilku dni w Białowieskim Parku Narodowym wiedzieliśmy, że chcemy tam wrócić. W tym roku zupełnie ominęliśmy Białowieżę i południowe krańce Puszczy i eksplorowaliśmy jej północną część. To świetne tereny na spędzenie weekendu za miastem. Jeśli macie wszystkiego dosyć i potrzebujecie odpoczynku, to destynacja dla Was.

Aby skleić idealny weekend w północnych okolicach Puszczy Białowieskiej musicie odhaczyć 4 checkboxy:

Wynajmij dom z dala od wszystkiego

Ha, tego się nie spodziewaliście, co? Nie hotel, czy agroturystyka, ale właśnie samodzielny dom! Daje Wam to nieograniczoną swobodę i brak wścibskich oczu kogokolwiek (jeśli nie macie na to ochoty), czyli inaczej mówiąc święty spokój. W tych okolicach jest sporo takich nieruchomości do wynajęcia. My byliśmy w Wiejskiej Zagrodzie Podlasie we wsi Mikłaszewo koło Narewki. Dom sam w sobie jest świetny – właściciele ze starej, rozpadającej się chałupy zrobili piękne siedlisko – małą oazę spokoju pośród pól i lasów. A że są projektantami wnętrz, to wyszło im to fantastycznie. Domostwo swobodnie pomieści 6 dorosłych osób – na górze są 3 oddzielne sypialnie. Na dole natomiast oprócz kuchni z jadalnią znajduje się spory salon z kominkiem i kącikiem dla dzieci. A z sufitu zwisają hamaki. Tak, hamaki!

Miejsce jest psiolubne, przygotowane także dla małych dzieci, a w łazience jest… sauna. Na zewnątrz na ganku macie do dyspozycji stolik i grill, a latem w ogródku wystawiony jest basen. I huśtawka na drzewie. Właściciele zadbali o chyba wszystkie szczegóły, w domu nie zabraknie Wam niczego. Spokojnie można tu przyjechać na wakacje i nie ruszać się za płot, ale to nie do końca w naszym stylu, więc na weekend zaplanowaliśmy sobie dodatkowe atrakcje. Ale następnym razem muszę sobie zorganizować tydzień pracy zdalnej z takiego miejsca jak to.

Spędzaj czas aktywnie na świeżym powietrzu

Okolice Narewki to świetny punkt startowy do północnej części Puszczy Białowieskiej. Byliśmy zaskoczeni liczbą szlaków, które znajdują się w pobliżu. I mówimy tu o szlakach pieszych, rowerowych, nordic-walking i trasach na narty biegowe. I to nie jest tak, że wszystkie te szlaki są rowerowo-pieszo-kijkowo-nartowe, tylko każda dyscyplina ma swoje propozycje ścieżek i oznaczenia. Fakt – w ilości oznaczeń różnych szlaków na skrzyżowaniach można się pogubić, ale chciałabym mieć zawsze tylko takie problemy z odszukaniem właściwej drogi w lesie.

My postawiliśmy na rowery. Nie dorobiliśmy się jeszcze bagażnika na rowery do samochodu (swoją drogą i tak obecnie na stanie mamy tak z 1,5 roweru…), ale to nie problem – bo w domu, w którym się zatrzymaliśmy 4 rowery są do dyspozycji gości. Idealnie! Chcieliśmy zapuścić się w Puszczę i sprawdzić, czy da się spotkać jakieś zwierzęta. Zrobiliśmy blisko 40 km trasą z Narewki przez Kosy Most, Ostoję Żubrów i Masiewo. Ludzi nie spotkaliśmy prawie wcale, za to zwierzęta owszem – i to w środku dnia! Dzik, zając, sarna, a zamiast żubra na naszej trasie pojawił się… szop pracz! Nawet nie wiedziałam, że one występują dziko w Polsce. Tymczasem okazało się, że szopy wędrują po naszym kraju od strony Niemiec i można je spotkać także w Kampinosie! Ale w Puszczy Białowieskiej pierwszy osobnik pojawił się dopiero w lutym tego roku, więc w zasadzie możliwe, że dokładnie ten sam chciał przebiec nam drogę, ale się przestraszył. Po moim ostrym hamowaniu, szop usiadł kilka metrów od ścieżki pomiędzy drzewami i wyraźnie czekał aż sobie pojedziemy. I tak czekaliśmy sobie nawzajem: szop – na nas, my – na szopa. W końcu nie wytrzymał i postanowił obejść nas łukiem od tyłu – wtedy właśnie Przemek zrobił mu zdjęcie.

Ostoja Żubrów przy Kosym Moście to jedno z miejsc, w którym można obserwować te wielkie zwierzęta (z resztą inne leśne zwierzęta także). Na miejscu przygotowana jest zadaszona platforma, z której lepiej widać polanę. Najlepiej robić to zimą, kiedy żubry przychodzą tutaj po jedzenie. Znacie Żubry Online? Kamera pokazuje jeden z paśników w tej okolicy. Jeśli macie lornetkę, zabierzcie ją ze sobą koniecznie.

Rewelacyjna i bardzo przydatna interaktywna mapa, na której dokładnie zaznaczone są wszystkie szlaki i inne atrakcje w okolicy znajduje się tutaj.

Eksploruj okolicę i znajdź coś wyjątkowego

W sobotę – rower, w niedzielę – piesze wycieczki. Postanowiliśmy sprawdzić okolicę. W Narewce odnaleźliśmy przedwojenny kirkut, czyli żydowski cmentarz. Przed wybuchem II Wojny Światowej większość ludności wsi stanowili Żydzi. Po wojnie został po nich ten mieszczący się na leśnym wzgórzu cmentarz. Co ciekawe prace porządkowe na terenie tej nekropolii zostały zainicjowane przez kapitana Aresztu Śledczego w Hajnówce i są regularnie wykonywane przez skazanych.

Nie mogliśmy także pominąć jeziora Siemianowskiego. To jeden z większych powierzchniowo sztucznych zbiorników w Polsce. Siemianówka powstała całkiem niedawno, w latach 80., w wyniku zbudowania zapory na Narwi. Jezioro jest siedliskiem wielu ptaków i podobno także doskonałym łowiskiem. Przez środek zbiornika przebiega nasyp kolejowy – znajduje się tutaj kolejowe przejście graniczne z Białorusią. Wiedzieliście, że nagrywano tutaj jedną ze scen z filmu Opowieści z Narnii?

W drodze powrotnej do Warszawy trochę zboczyliśmy z trasy i wreszcie odwiedziliśmy Kruszyniany. O Kruszynianach pewnie wielu z Was słyszało, znajduje się tutaj najstarszy drewniany meczet tatarski w Polsce. Można go zwiedzić, co więcej na miejscu jest przewodnik, a jeśli go nie ma, wystarczy zadzwonić i umówić się. Przewodnik krótko i bardzo ciekawie opowiada o historii Tatarów w Polsce, opowiada także o podstawach i tradycjach Islamu. Wiedzieliście, że imię Mustafa to po polsku po prostu Stefan?

Kilkaset metrów od meczetu znajduje się mizar, czyli muzułmański cmentarz, na którym znajdują się nagrobki nawet z początków XVIII w. O tradycjach pogrzebowych opowiada także przewodnik.

Zajadaj się lokalnymi smakołykami

Dla mnie Podlasie zawsze oznacza dobre jedzenie. Na wschód Polski zaczęłam jeździć (i to regularnie) dopiero jak zaczęłam spotykać się z Przemkiem (a on pochodzi z Suwałk) i od tamtej pory wiem, że jadąc w tamtą stronę trzeba próbować, czego się da.

Sobotnią kolację zjedliśmy w Bojarskim Gościńcu w Narewce. Postawiliśmy na soliankę, żurek i dziczyznę, wszystko było bardzo smaczne. W niedzielę natomiast jedliśmy tatarsko – w Kruszynianach, w Tatarskiej Jurcie. Jeżeli dopisze Wam szczęście i będziecie mieli okazję spróbować pierekaczewnika – zróbcie to i powiedzcie nam, jak smakuje! Musielibyśmy na niego za długo czekać dlatego zdecydowaliśmy się na czebureki i kartoflaniki – pychota. Do tego pudełko czak-czak, czyli tatarskich ciasteczek z rodzynkami, makiem i miodem (podobnych do suwalskiego mrowiska) i można wracać do domu.


W Mikłaszewie przebywaliśmy na zaproszenie Wiejskiej Zagrody Podlasie. Dziękujemy!


Jeśli spodobał Ci się ten tekst - zostań z nami!

Nie przegap niczego!

Zapisz się na nasz newsletter!