A podsumujemy sobie, a co! Zapraszam na nasze najlepsze momenty w 2017!

Po podsumowaniu w 2016, które pisałam w bardzo dla mnie słabym psychicznie momencie, weszliśmy z nową nadzieją w 2017 rok. Ten nie okazał się naszym najlepszym rokiem do tej pory, ale absolutnie nie mamy na co narzekać i nie mam takiego zamiaru! Zamierzam za to powspominać najlepsze momenty z mijającego roku – ten czas, o którym się myśli „chwilo – trwaj!”. Dużo tych wspomnień związanych jest z podróżami, bo nie ukrywajmy – właśnie wtedy czujemy się najlepiej. Wspominam dla siebie, ale jeśli macie ochotę to zapraszam na krótką podróż w czasie 12 miesięcy wstecz.

Najlepsze momenty 2017 roku

Jazda samochodem przez pustynię w Emiratach

Jak to jest, że jedziecie do kraju, w którym stoi największy budynek świata, robią tam olbrzymie sztuczne wyspy i inne cuda na kiju, a Wasze najprzyjemniejsze wspomnienie to jazda autem po wąskiej wstążce asfaltu pośród kilometrów pustynnych wydm otaczających Was z każdej strony? To jest moje ulubione wspomnienie z Emiratów. Ta przestrzeń, ten bezkres. I te wyglądające dość nietypowo w tym otoczeniu znaki drogowe.

Liwa

Zlokalizowanie się na sztucznej palmie w Dubaju

Naoglądałam się tej palmy w GoogleMaps (#psychofankagooglemaps) i wydawała mi się tak surrealistyczna, że nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek tam dotrzemy. A jednak. Zdjęcie jest niewyraźne, bo z telefonu i w samochodzie, ale wiecie – „to był moment”.

Palm Jumeirah

Rower! Dużo roweru!

Rowerowo to był super rok! Stary rower Przemka dokonał żywota, a po zakupie nowego to on mi (a nie ja jemu) kazał ciągle jeździć 😉 Dorobiliśmy się też bagażnika samochodowego na rowery, więc kilka razy zabraliśmy je na dalsze przejażdżki: do Suwałk, Starachowic i w okolice Węgorzewa. I to z tego ostatniego miejsca mam „najlepszy moment” w głowie. Jak jechaliśmy fragmentem trasy Green Velo, po dawnym nasypie kolejowym, wśród wzgórz, pól i łąk czułam się po prostu fantastycznie! Życzę sobie jeszcze więcej takich momentów w przyszłym roku.

Węgorzewo na rowerze

Trasa Green Velo w okolicach Węgorzewa

tropimy-majowka-rowery-wigry

Majówka nad Wigrami

Tradycyjne lody w Baniach Mazurskich

Smaki też mają swoje momenty 😉 Jeden z tych, który utkwił mi wyjątkowo w pamięci to smak domowych lodów, robionych według tradycyjnej receptury, które kupiliśmy w budce we wsi Banie Mazurskie. Były przepyszne! I można je kupić jedynie w 3 smakach: śmietankowym, czekoladowym i owocowym. Niebo w gębie!

lody w Baniach Mazurskich

Kolacja na kampingu w McArthur-Burney Falls State Park w Kalifornii

W czerwcu ruszyliśmy na kolejnego roadtripa w USA. Tym razem spędziliśmy ponad 2 tygodnie w północno-zachodnim regionie kraju – zwiedzając północną Kalifornię, Oregon i Waszyngton. Pierwszy kamping spędzieliśmy w parku McArthur-Burney Falls. W bardzo fajnym miejscu, blisko pięknego wodospadu. Było ciepło, piwo smakowało wybornie, komary nie gryzły, gwiazdy świeciły, ludzie nie hałasowali, w oddali było słychać szum wodospadu. Idealnie. To była też ostatnia tak ciepła noc pod namiotem podczas tego wyjazdu, więc może dlatego tak dobrze ją wspominam 😉

McArthur-Burney Falls campground

Kamping w McArthur-Burney Falls State Park – tu już śniadanie, ale światło do zdjęć dużo lepsze

McArthur-Burney Falls campground McArthur-Burney Falls campground

McArthur-Burney Falls

Wodospad Burney Falls, tuż obok kampingu

Zachód słońca w Snoqualmie, czyli w serialowym Twin Peaks!

To numer jeden Przemka. Cały dzień spędziliśmy w deszczu i pochmurnej pogodzie, do Snoqualmie dotarliśmy krótko przed zachodem słońca. Zamierzaliśmy wynagrodzić to sobie noclegiem w świetnym Salish Lodge & Spa, ale okazało się, że najlepsze i tak czeka nas na zewnątrz. Poszliśmy na taras widokowy, z którego pięknie prezentuje się hotel i położony poniżej wodospad. To kadr z czołówki kultowego serialu Miasteczko Twin Peaks. Jeśli nas znacie to wiecie, że Przemek jest uber-fanem tej produkcji, więc nie mogliśmy sobie odmówić powrotu do Twin Peaks. Pogoda nie robiła nam nadziei na jakikolwiek zachód słońca, tymczasem kiedy już-już mieliśmy wracać i obejrzeliśmy się za siebie okazało się, że tuż nad horyzontem widać niewielki prześwit w chmurach. Niemal biegiem wróciliśmy na nasze poprzednie miejsce na tarasie, w sam raz na początek kilkuminutowego spektaklu, który zgotowały nam słońce, wodospad, deszcz i podwójna tęcza. Prze-pięk-nie! Przemek cieszył się jak dziecko – krzyczał, podskakiwał, rwał włosy z głowy i jak szalony robił zdjęcia.

Snoqualmie Falls

Epicki zachód słońca w Twin Peaks, czyli Snoqualmie Falls i hotel Salish Lodge & Spa

Kąpiel w gorących źródłach w środku Parku Narodowego Olympic

Jedną z nocy w Stanach spędziliśmy niemal w środku niczego – na polu kampingowym Sol Duc oddalonym o 20 km od główniejszej (bo nie nazwałabym jej główną) drogi, w środku parku narodowego Olympic. Kawałek dalej był malutki ośrodek z basenami z gorącą źródlaną wodą. Nie odmówiliśmy sobie ani wieczornej, ani porannej wizyty. Przez cały wyjazd noce były chłodne, więc moczenie się w ciepłej wodzie było podwójną przyjemnością.

tropimy-2017-pnw-sol-duc-falls-fb-10

Pobliskie wodospady Sol Duc Falls

Przejazd Aleją Gigantów, czyli wśród gigantycznych sekwoi w Parku Narodowym Redwood

W 2015 dotarliśmy do Parku Narodowego Sekwoi, w tym roku do drugiego najważniejszego skupiska tych drzew w Stanach, czyli do Parku Narodowego Redwood w Kalifornii. To tutaj znajduje się Hyperion, czyli najwyższe drzewo na świecie (a jego dokładna lokalizacja trzymana jest w tajemnicy). Mój moment w tym miejscu to przejazd Avenue of the Giants, czyli Aleją Gigantów. To dawna, wąska droga prowadząca wśród olbrzymich drzew rosnących tuż przy drodze. Prawie nie ma na niej ruchu, bo obok jest nowa trasa, którą wybiera większość kierowców. A tu? Bajkowe widoki.

tropimy-2017-pnw-redwood-avenue-of-the-giants-fb-6

Avenue of the Giants

tropimy-2017-pnw-redwood-avenue-of-the-giants-fb-12

Powrót do San Francisco i przejazd mostem Golden Gate

Roadtrip zaczynaliśmy i kończyliśmy w San Francisco, dokąd wracaliśmy przy zachodzącym słońcu w ostatni dzień przed powrotem do Polski. Mieliśmy jechać słynnym pomarańczowym mostem Golden Gate. Jego położenie w zatoce sprawia, że bardzo często jest zatopiony w chmurach. Po cichu mieliśmy nadzieję, że będziemy mieć szczęście i z punktu widokowego uda nam się go zobaczyć w całej okazałości. Rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania! To było idealne zakończenie tej podróży!

tropimy-2017-pnw-golden-gate-fb-6

Golden Gate tuż po zachodzie słońca

Mój brat się ożenił!

W sierpniu mieliśmy rodzinną uroczystość – mój mały braciszek się ożenił! I to nie z byle kim – jego żonę Anię możecie kojarzyć z bloga o podróżach Hey World. Państwo Młodzi zażyczyli sobie przewodniki po świecie zamiast kwiatów i goście nie zawiedli! Po weselu część rodziny zza oceanu zabraliśmy na wycieczkę po Warszawie. To był bardzo dobry, rodzinny czas. Moment wart zapamiętania.

Wesele Ani i Alberta

Te balony to był mój hit – mega byłam zadowolona, że udało mi się je załatwić! fot. Łukasz Śliwka, www.dwatak.pl

Wesele Ani i Alberta

fot. Łukasz Śliwka, www.dwatak.pl

Stadion Narodowy

Byliśmy na wycieczce na Stadionie Narodowym

Ogrody BUW

Rodzinne wygłupy na dachu BUW

Śniadania na tarasie w Costa Teguise na Lanzarote

W listopadzie postanowiliśmy wykorzystać ostatnie dni urlopowe i spędziliśmy tydzień na kanaryjskiej wyspie Lanzarote. Bardzo odpoczęliśmy i nacieszyliśmy się słońcem. Po raz pierwszy korzystaliśmy z AirBnB i trafiliśmy do świetnego mieszkania z tarasem, w którym się zakochałam. Codziennie jadaliśmy tam śniadania i pijaliśmy wieczorne drinki. Przeprowadziliśmy tam sporo ważnych dla nas rozmów, które (mam nadzieję!) zaowocują już w tym roku.

Costa Teguise

Nasz tarasik w Costa Teguise

Ostatni rok podróżniczo bardzo nie zaskakiwał – nadal oboje pracujemy na etatach, więc do dyspozycji mamy 26 dni urlopu w roku. Tylko pojedyncze z nich braliśmy w celu innym niż podróżowanie. Bardzo cenię sobie właśnie to, że prawie 100% urlopu spędzamy w podróży, a nie w domu na kanapie, czy robiąc remont. I mam nadzieję, że tak pozostanie. Co więcej – mam nadzieję, że sukcesywnie i konsekwentnie, z roku na rok, ilość czasu spędzoną w podróżach będziemy zwiększać. Oboje powoli dojrzewamy do zmian w naszym obecnym życiu, ale nie robimy nic na siłę. Mamy zamiar chwytać wszystkie nadarzające się okazje, a w razie potrzeby – samemu te okazje sobie stwarzać. Jesteśmy pełni wiary i dobrych myśli, to będzie dla nas dobry rok, czuję to!

Nasze podsumowanie 2017 byłoby jednak niekompletne bez filmu, który Przemek nagrywał… cały rok! No prawie cały – poniżej możecie zobaczyć nasz rok, niemal dzień po dniu, a z każdego dnia sekunda lub półtorej. Widać, że u nas było dużo spotkań, dużo planszówek (#loveforever) i dużo Przemka chrześnicy 😉 Uwielbiam te filmy, w tym roku też nagrywamy! Jeśli też mielibyście ochotę zacząć, to ściągajcie na telefon aplikację 1 second everyday, powodzenia!

1 second everyday by TroPiMy

Dzień dobry w nowym roku! Jak tam u Was? Bo u nas całkiem nieźle! Na blogu post podsumowujący mijający rok, o tu: https://www.tropimy.com/jaki-byl-2017/, a poniżej nasz film 1 Second Everyday, który Przemek nagrywał niemal przez cały rok – codziennie 1 sekundę! Ależ to jest fajna pamiątka! Nagrywacie też?PS polecamy HD i włączyć dźwięk 🙂

Opublikowany przez TroPiMy na 1 stycznia 2018

 


Jeśli spodobał Ci się ten tekst - zostań z nami!

Nie przegap niczego!

Zapisz się na nasz newsletter!